piątek, 05 czerwca 2009
naleśniki wegańskie

wczoraj chwilę pogooglałem i znalazłem jakiś przepis, ale oprócz ogólnych proporcji to się jakoś go nie za bardzo słuchałem :>.

a więc jak zrobić naleśniki wegańskie?

składniki:

  • 10 łyżek mąki białej,
  • 5 łyżek mąki żytniej razowej,
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej,
  • 1 łyżeczka soli,
  • olej - parę łyżek,
  • woda gazowana - 1 butelka,

a więc do dzieła.
wszystkie rodzaje mąki i sól mieszamy na sucho. następnie dodajemy jedną szklankę wody i mieszkamy robotem. następnie dolewamy drugą i mieszamy ... następnie trzecia. ilość wody tak naprawdę zależy od tego jaką mamy konsystencję. okazało się, że typowo kończę z wodą na 3,5 szklankach wody. następnie parę łyżek oleju. i wszystko porządnie miksujmy tak, aby nie było grudek.

a następnie przechodzimy do smażenia. i tutaj to wszystko zależy od patelni.
w moim życiu usmażyłem naleśników z parudziesięciu kilogramów mąki (no może więcej) i smażyłem na różnych patelniach. tym razem okazało się, że kupiłem super wypaśny teflonowy model Tefalu, który jest właściwie głownie do naleśników i omletów. smaży się na niej szokująco dobrze. ale tak naprawdę to wszystko zależy od operatora patelni, bo różne patelnie mi było dane testować i przy dobrej woli naleśniki zawsze dobre wychodzą.

na suchą patelnię wlewamy trochę oleju. jeśli chodzi o olej to ja smażę na normalnym oleju rzepakowym, bo jak na mój gust najlepiej do tego służy. na nim tez typowo smażę faworki czy pączki - w kierunku smalcu wolę nie spoglądać z mniej lub bardziej oczywistych przyczyn.

w momencie jak patelnia z olejem się rozgrzeje nalewamy na patelnię trochę rozczyny i rozprowadzamy. smażymy na jedną stronę a później oczywiście na drugą. jeśli chcemy, aby naleśniki były bardziej rumiane dodajemy cukier.

i tak postępujemy z kolejnym naleśnikami.

z w/w składników wychodzi ok. 15 naleśników - sporo :).

oczywiście do naleśników wkładamy to na co mamy ochotę i tutaj to już jest mnóstwo możliwości.

Bon appetit!!!
niedziela, 29 lipca 2007
szybka i prosta napoleonka

jeden z przepisów, które sie przydają w momencie jak nie chce się robić niczego rewelacyjnego i specjalnie nad tym myśleć.

do garnka wlewamy 1 litr mleka (osobiście wolę świeże mleko), dodajemy kostkę masła (25 dag) (może być też margaryna - choć ja preferuję masło z racji na jego dobry smak) i do tego jeszcze wsypujemy szklankę cukru. stawiamy na gaz na mały ogień - czasem warto zamieszać.

do drugiego garnka (mniejszego) wsypujemy szklankę mąki, dodajemy 1 budyń śmietankowy, 1 cukier waniliowy, 4 żółtka i szklankę mleka. wszystko miksujemy robotem na wysokich obrotach, aby uzyskać jednolitą masę.

nim mleko w dużym garnku zacznie się gotować na płaską prostokątną blachę układamy krakersy (ja używam typowo krakersów Lajkonika). ja zwyczajowo nim ułożę krakersy to blachę nacieram tłuszczem i posypuje wiórkami kokosowymi i dopiero na to układam krakersy.

jak mleko z masłem i cukrem zacznie się gotować (uważamy, aby nie wykipiało ;) ) to wlewamy zmiksowaną masę z drugiego garnka i cały czas intensywnie mieszamy. całość warto pogotować około 1 minuty - cały czas nie zapominamy o intensywnym mieszaniu, bo całość jest gęsta i łatwo to przypalić.

po minucie zawartość garnka wylewamy na krakersy delikatnie i rozprowadzamy, aby utworzyła się równa powierzchnia.

na wierzchu układamy warstwę krakersów. ile krakersów będzie potrzebne zależy od rozmiary blachy. ja typowo mieszczę się w dwóch paczkach.

całość po przestygnięciu wkładamy do lodówki. następnie kroimy i przed podaniem posypujemy cukrem pudrem z cukrem waniliowym.

Bon Appétit!!!

poniedziałek, 09 kwietnia 2007
sernik i ... pascha

co to jest sernik to każdy wie. z paschą to nie do końca wiadomo jak to jest. bardzo dobrze i ciekawie historię paschy nakreśla wikipiedia - pascha. dlatego nie będę się produkował na tutaj. jedyne co może warto wspomnieć, że jest to potrawa typowo wschodnia, wywodząca się z prawosławia. ten rok jest o tyle ciekawy, że święta Wielkiejnocy przypadają jednakowo w ramach kalendarza juliańskiego i gregoriańskiego, czyli wschód i zachód świętują razem.

podstawą obu tych potraw (ciast bardziej jak dla mnie) jest ser. do paschy z definicji powinno się używać bardziej tłustego sera, ale jak użyje się sera mniej tłustego, ale więcej masła to też będzie ok.
dla mnie najważniejsze jest, aby do obu użyć sera takiego z jak najmniejszą ilością ulepszaczy. wszelkie sery z napisem "na sernik" (guma guar i inne wynalazki dodane) odpadają, bo psują smak sera. bardzo dobrym pomysłem jest samemu zrobienie sera.

zrobienie obu jest wg. mnie proste i im dłużej się oba robi tym więcej w tym finezji i ciekawych doświadczeń.

na sernik ciężko będzie mi podać jednoznaczny przepis, bo od niepamiętnych czasów robie go z głowy. jakoś tak mam, ze ser biały zawsze dorabiałem na różne i dość wymyślne sposoby. przeważnie na słodko, bo niezły łasuch ze mnie. może stąd właśnie wynika, że sernik jest niejako wpisany na stałem do repertuaru ciast, które robię. do sernik zwykle przygotowuje ok. 2kg sera białego, 0.5kg cukru, 8 jaj, esencja rumowa, kasza manna (parę łyżek), 2 budynie śmietankowe, 20dag masła i puszkę brzoskwiń.
przygotowanie wygląda w ten sposób, że ser albo używam jak jest, ewentualnie jeśli jest dość ścisłej konsystencji to mielę. do sera dorzucam same żółtka, cukier, kaszę manną, budynie, esencje rumową i całość wyrabiam ręcznie z racji, że jest tego dość dużo, a poza tym wyrabianie ręczne sprawdza się najlepiej. czasami dosypuję więcej cukru - generalnie wg. uznania, ale tak aby nie zrazić gustów konsumentów, czyli nie przesłodzić sernika. na koniec do tego dodaję pokrajane w kostkę brzoskwinie (uwielbiam smak brzoskwiń w serniku) i ubita "na sztywno" pianę z białek. ważne jest, aby całość mieszać delikatnie, by nie zniszczyć kawałków brzoskwiń i delikatnej struktury piany.
tak się składa, że w momencie jak robię serniki to przeważnie robię, albo mazurki, albo inne ciasto kruche. dół blachy "wyklejam" kruchym ciastem - staram się to czynić bardzo cienko, bo nie lubię grubego spodu w serniku. zapiekam to, a następnie wylewam wyrobiony serniki na to i wstawiam do piekarnika. pieczę się to w temp. ok. 200 stopni więcej niż godzinę (nie podam czasu pieczenie, bo zawszę piekę tyle czasu, aby sernik podobał mi się wizualnie, czyli miał rumiany wierzch. zostawiamy blachę do wystygnięcia. następnie można polać czekoladą, albo inną polewą - wg. uznania. ja najbardziej lubię sernik w najczystszej postaci. prawda, że proste?

pascha robiona jest trochę inaczej i ja przygotowuję ją "na zimno". ale może zacznę od składników: około kilograma dobrego tłustego sera, 20dag cukru pudru, przynajmniej 25dag masła, 4 żółtka no i bakalie (rodzynki, brzoskwinie suszone, właściwie to co się tylko zamarzy). ja lubię jeszcze dodać zawartość laski wanilii, dla lepszego aromatu. zaczynamy od utarcia cukru z masłem następnie dodajemy żółtka po jednym i ser po trochu (który prawdopodobnie musimy zmielić). jak całość wymieszamy z bakaliami. następnie wykładamy do półmisków wyłożonych gazą. i odkładamy do lodówki.
jak całość stężej przykrywamy talerzem całość i odwracamy. dzięki gazie nie powinno nastręczać to żadnych problemów. zdejmujemy gazę. dekorujmy i można podawać.
niewątpliwie jest to również potrawa nie wymagająca zbytnio, ale za to jaki smak ma :).

polecam oba, bo sama przyjemność zrobić coś takiego.

czwartek, 15 lutego 2007
faworki

ogólnie w kuchni dość często przebywam i bynajmniej nie w celu dekoracji czy szczerzenia się i jedzenia. przede wszystkim coś robię. zdarza mi się to dość często, ale jakoś nigdy nie miałem weny coby pisać o tym co robię w kuchni. postaram się to zmienić.

skoro dziś jest tłusty czwartek to wypadałoby coś okolicznościowego zrobić - dziś będzie przepis na faworki, które lubię robić, ale i jeść :)