czwartek, 10 września 2009
"galerianki", czyli ...

za chwilę wchodzi na ekrany film niezwykle aktualny i jak się okazuje dotykający chyba każdego - nie bezpośrednio, ale każdego. mam na myśli film "Galerianki".

w "wysokich obcasach" pojawił się wywiad z Katarzyną Rosłaniec, która jest zarówno reżyserką jak i autorką sceniariusza. niezwykłe u niej jest to, że bez kończenia wybitnych wydziałów filmowych zrobiłą tak dobry dokument.

film jest bardzo surowy w swoich osądach i sięga głębiej aniżeli wydawałoby się. okolo 2-3 lat temu pojawił się chyba w polityce artykuł o takich dziewczynach i wtedy temat został nagłośniony. wtedy mogło się wydawać, że to patologia i wyjątkowo anormalne sytuacje. życie nie chce być banalne i proste przepisy się nie sprawdzają. i jak sugeruje autorka filmu w odpowiedzić na pytanie (stwierdzenie):
"Jesteś surowsza dla kobiet, matki twoich bohaterek są okropne." "Raczej biedne. Znam takie kobiety. Powychodziły za mąż bez miłości, są jeszcze młode. Egoizm nimi rządzi. Ja muszę się rozwijać i siebie pielęgnować, w gazetach tak napisali. Jesteśmy chwilę ze sobą, coś mi nie odpowiada, i cześć. A to nie tak, bo związek to kompromisy. Kobiety nie czekają na właściwą osobę, bo wypada kogoś mieć. Ludzie wchodzą w płytkie związki. Wśród znajomych rodziców wszyscy faceci zaliczyli kochanki. Tylko tata się ostał, szaleńczo w mamie zakochany. Koleżanki mojej siostry mają chłopaków na wakacje. A co po wakacjach? Się zobaczy. Jednak nawet tylko przez wakacje inwestujesz w siebie. Po co jesteście razem, skoro się zastanawiasz? Przecież się wie, czy to ten."
to problem leży znacznie głębiej i jest zdecydowanie rozglegleszy niż się może wydawać.

to i wiele innych potwierdzają, że prymitywizm i dyktat pieniądza rządzą niepodzielnie - a co zabawniejsze tam gdzie można by oczekiwać poziomu ludzie żenują swoim dziwacznym postępowaniem.
najzabawniejsze, że ów prymitywizm jest cechą wielu ludzi, którym wydawałoby się, że nie przystoi, bo i wyższe wykształcenie i dobra praca (jakiś niby w miarę sensowny poziom). jednakże w zderzeniu z życiem wygrywają rozwiązania rodem z telenowel.

i co gorsza kobiety przodują: chętnie wpisują się w trend sponsoringu pod różnorakimi nazwami.

rzeczy niepodzielnie zmieniły nasze podejście do życia i stają się wyznacznikiem wartości człowieka. wręcz wydaje mi się, że w ten trend wpisuje się zainteresowanie serwisami pudelkopodobnymi o życiu celebrytów/celebrytek.
kto chce żyć zwyczajnym życiem? zdecydowanie lepiej zaszaleć i zrobić z siebie idiotę/idiotkę. ważne coby być na topie i być trendy, jazzy itd.

film zapowiada się bardzo ciekawe i chyba to będzie kolejny film po "33. scenach z życia" Małgosi Szumowskiej, który zdecydowanie warto polecić. czas pokarze.

Blogged with the Flock Browser
niedziela, 09 sierpnia 2009
"Coco Chanel"

ostatnio dotarłem na firm "Coco Chanel" i prawdę powiedziawszy rozczarowałem się trochę. wydawało mi się, że taka postać jak Coco Chanel powinna się dostarczyć więcej przemyśleń reżyserowi. niestety wyszła z tego trochę błaha historyjka.

na pewno na plus temu filmowi warto zaliczyć niebagatelne kostium autorstwa Karla Lagerfelda i ciekawą grę Audrey Tautou.

z filmu (i życia Coco) pozostaje parę ciekawych rzeczy. na pewno była tytanem pracy i to w dużym stopniu dzięki niej osiągnęła sukces. na pewno była geniuszem w tym co robiła, bo bez tego nie da się osiągnąć tego co ona osiągnęła. na pewno niecierpiała niedziel i ten dzień był dla niej istną stratą czasu. na pewno była ekscentryczną postacią i wyprzedziła znacznie swoje czasy. na pewno była wyjątkową kobietą i to dało się odczuć na każdym kroku - nie brakowało jej "jaj" i wiedziała co chce od życia, czyli sama esencja Chanel No. 5. i tego niestety brakuje wielu kobietom. no i niestety nigdy nie była szczęśliwa co dobrze widać w końcowej scenie filmu. ale coś za coś. sukces musi się czymś żywić a z geniuszami niełatwo dzielić życie.

czy film warto zobaczyć? mam raczej mieszane odczucia, bo pozostał mi niedostyty. jakby próbować ten film porównywać z ostatnią biografią Edit Piaf, czyli "Niczego nie żałuję" to wypada trochę blado. aczkolwiek ogląda się go dobrze i jako film jest spójny. gdyby jeszcze otrzymać choć część odpowiedzi na pytania które nurtowały mnie w momencie wejścia do kina to byłoby naprawdę dobrze.

Blogged with the Flock Browser
sobota, 21 lutego 2009
"Titanic" zatopiony, czyli "Droga do szczęścia"

"Droga do szczęścia" to taki film z przewrotnym tytułem i na dodatek para głównych bohaterów została tak wybrana, aby ... no właśnie czemu?

sobota, 20 grudnia 2008
Dwulicowość, czyli ...

"Aktorka się rozbiera? Wychodzimy z kina". Zacząłem tarzać się ze śmiechu jak to przeczytałem.
Sprawa dość prosta. 14-latkowie idą do kina na film "Cztery gwiazdki" i ... Reese Witherspoon się rozbiera w trakcie seansu. "Kurewsko" przezorna pani wyprowadza "dzieci" z kina. Żeby było tego mało te same "dzieci" wędrują później na Mszę Świętą.
Nasuwa się tylko jedna myśl - jebana dewocja.

ręce opadają ... po raz kolejny.

11:05, amad3us , Filmy
Link Komentarze (2) »
czwartek, 04 grudnia 2008
"Mała Moskwa"

Nie sposób obojętnie przejść obok filmu "Mała Moskwa", bo nagrody, którymi został uhonorowany są wg. mnie jak najbardziej uzasadnione.

Co jest takiego niezwykłego w tym filmie?
Niezwykłe czasy są tłem dla zakończonej tragicznie miłości Wiery i Michała - "Praska Wiosna Ludów". I tak jak czechosłowacy wystąpili o swoją wolność i zostali za to ukarani taki i związek Rosjanki - żony żołnierza z Polakiem nie miał najmniejszych szans powodzenia.
Niezwykła jest siła wiary w Boga i to jak bardzo trzeba ją było ukrywać.
Niezwykle prawdziwa jest rola Grabowskiego i z jego ust padają słowa, które bardzo często przewijały się w tamtych latach.
Niezwykła podwójna rola przypadła Swietłanie Chodczenkowej, bo przyszło jej zagrać Wierę-matkę i Wierę-córkę. Udało się jej to rewelacyjnie. Chyle czoła przed tym jak wykreowała obie rolę. Nie bez znaczenia jest tu zjawiska i niespotykana uroda.
Do tego rewelacyjne wykonanie "Grand Valse Brilliant" Ewy Demaryczyk. Wolałbym uniknąć porównań, ale dwa miesiące poświęcone przez Swietłane nie poszły na marne i ... brak słów, bo słuchać można bez końca. Utwór ten także ciekawie "spina" całą historię - bez niego to nie byłoby to.

Bardzo ciekawie jest uwypuklona rola czasu, ale o tym może innym razem, bo ... to intrygujący temat.

Prawdę powiedziawszy to dużo dobrego można powiedzieć na temat tego filmu i nie umiem go nie polecić - myślę, że ten film trzeba zobaczyć.

23:45, amad3us , Filmy
Link Komentarze (3) »
wtorek, 11 listopada 2008
"33 sceny z życia" - Małgosia Szumowska

Kawałek czasu nie było mi dane oglądać równie dobrego filmu.
Czemu dobrego? Myślę, że jest parę powodów. Na pewno prawdziwe i nietuzinkowe postacie nakreślone przez reżysera, które posługują się żywym i potocznym językiem: jeśli to jest nie potrzebne nie boją się zakląć. Dzięki temu, że są to 33 sceny to obserwujemy na nich Julię w kolejnych momentach, czas nie jest ciągły, ale jak to się mówi w mechanice kwantowej - skwantowany. Zyskujemy dzięki temu możliwość rozpadu głównej bohaterki.
Szczególna też jest liczba 33, bo z jednej strony to ilość scen, wiek głównej bohaterki, ale z tego co było mi dane zapamiętać wiek Małgosi Szumowskiej i ... niechcący również mój. Faktycznie w liczbie 33 jest coś.

Co mnie zachęciło do zobaczenia tego filmu? Jakiś czas temu czytałem wywiad z Małogosią chyba w Zwierciadle i już wtedy mnie to zastanowiło. Zamyśliłem się nad tym. Scenariusz co nieco został stworzony na podstawie życia, albo życie napisało ten senariusz. Mimo, że autorka temu zaprzecza.

Czemu warto ten film zobaczyć? Z jednej strony to dobry film, ale film gdzie jesteśmy świadkami czegoś co rzadko można zaobserwować w życiu. Czegoś co jest wbrew temu co lansuje świat: na ekranie widać umieranie, i widać śmierć, na ekranie widać śmierć z tęsknoty (i nie chodzi tu o jakieś tandetne zapędy romantyczne). No to jest wbrew dzisiejszej logice. Ale czy ktoś mówi, że zycie ma być logiczne?

wtorek, 05 sierpnia 2008
"Cruel Intentions" vs "Niebezpieczne związki"

niedawno nie wiedzieć gdzie, ale pewnie gdzieś w radio nawiedził mnie kawałek Placebo o tytule "Every You & Every Me" i cały czas gdzieś w tle chodzi za mną - warto się w niego wsłuchać, bo ma swój sens.

nie o nim jednak chciałem pisać, ale o dwóch filmach.
jaki jest związek utworu Placebo z w/w filmami? leci sobie w napisach początkowych "Cruel Intentions" (wg tłumacza tytuł brzmi po polsku "Szkoła uwodzenia" co jest tragiczna pomyłką zarówno w sensie jak i w tłumaczeniu - zwyczajnie nie licuje z tym co można zobaczyć).

a co łączy "Cruel Intentions" z "Niebepiecznymi związkami"?

sobota, 19 stycznia 2008
"Malowany welon"

ostatnio w moję ręce wpadł film "Malowany welon".
niezwykła historia. lata dwudzieste XX wieku, bardzo ładna Kitty aczkolwiek już nie pierwszej młodości, infantylna, zepsuta i zapatrzona w siebie i skromny lekarz-bakteriolog Walter, próbujący kochać za dwoje. czy takie połączenie mogło zaowocować czymś dobrym? świadomość, że ludzie nie zmieniają się jak pod dotknięciem czarodziejskiej różdżki podpowiada, że taki związek ma prawie zerowe szanse. i tak też jest w filmie. Kitty wdaje się w romans z Charliem, który jest jej męskim odbiciem. choć z drugiej strony on pewnie korzysta z takich "okazji", bo ... ile można trwać u boku żony?

ludzie mówią, że świat jest teraz zepsuty. myślę, że wiele się zmieniło. podobnie było sto lat temu. konsumpcja nas żżera. na podstawie tego filmu widać jak ciężko jest zrozumieć podstawowe rzeczy. nasza wiedza, nasze wynalazki ciągle idą do przodu. a my? stoimy w miejscu. drepczemy. jedne rzeczy się zmienniają, a inne nie.

ostatnio w moje ręce wpadł cytat Marcela Prousta "Laissons les jolies femmes aux hommes sans imagination" (tłum. "pozostawmy ładne kobiety mężczyznom bez wyobraźni"). jak bardzo on licuje z tym co można zobaczyć na ekranie i z tym co widzimy w życiu.

z tego co napisałem wyłania się nie najlepszy obraz, ale ... nie. nie jest tak źle. w ich histori (Kitty i Waltera) "coś" się zmienia. Kitty zaczyna rozumieć swój błąd, swoją głupotę. ale czy jest jeszcze na to czas?

niektóre kobiety winny zobaczyć ten film, ale i mężczyźni czegoś się z niego nauczą. tylko czy to coś zmieni? czy ten film naprawi świat?

10:31, amad3us , Filmy
Link Komentarze (1) »
niedziela, 17 czerwca 2007
"Niczego nie żałuję - Edith Piaf"

"Niczego nie żałuję - Edith Piaf" to film o życiu i twórczości Édith Piaf, który został wyreżyserowany przez Olivier Dahan. To także film którego brakowało, bo takiej osobie się on należał.
Wbrew pozorom nie jest to biografia Edith i nie jest to "próba odświeżana kotleta" jakim jest Jej twórczość. Z mojego punktu widzenia jest to próba zmierzenia się z legendą, jest to próba nakreślenia sylwetki osoby, która zmarła prawie pół wieku temu.

Film aż kipi od emocji, kipi od bólu, kipi od żalu, kipi od łez. Legenda za życia: uwielbiana i kochana, mimo swojego przeciętnego wyglądu. Jej cała nieprzeciętność kryła się w jej wnętrzu, w jej głosie, którym jak nikt inny potrafiła wyrazić ból, nieszczęście, zawód, doświadczenie, dramatyzm. Próby przenoszenia jej utworów w teraźniejszość (uwspółcześniania) są z definicji nieporozumieniem. Brzmią dennie i infantylnie, a takie na pewno nie są. Ale za to się dobrze sprzedają - mam na myśli sukces komercyjny "Milord" zaśpiewanego nie tak dawno przez In-Grid.

Wydawałoby się, że gwiazda tego formatu co Edith powinna mieć fajne i kolorowe życie. Nic z tego. Kolejne wydarzenia z jej życia (nieszczęśliwe dzieciństwo, tułaczka, śmierć jej dziecka, kolejne zawody miłosne, nałóg i nieuleczalna choroba - rak) z którymi zmagała się jak tylko potrafiła podkopywały i tak już słabe zdrowie. Życie ją zabiło, życie ją pokonało.
Została legenda, która się doskonale broni mimo upływu czasu, legenda, która nie potrzebuje mecenasów. No i zostały jej nagrania.

Czy ten film warto zobaczyć?
Ja myślę, że tak. Czasami mamy wrażenie, że nieszczęścia jakie nas spotykają są tak wielkie, że nic gorszego już się nie może przydarzyć, że już gorzej być nie może. Nic bardziej mylnego.
Nie chodzi o to, aby porównywać swoje życie z życiem Edith Piaf, choć mogą być takie pokusy. Bardziej mi chodzi, aby w tej kruchości jaką jest obdarzony typowy człowiek znaleźć swoją wielkość, aby nie zatrzymywać się nad nieszczęściami jakich doświadczamy iść do przodu, aby powstawać z upadków, aby ze zła wywodzić dobro.
Warto też film zobaczyć dla Marion Cotilliard, która zagrała główną rolę. Uczyniła to z ogromnym profesjonalizmem - dużo serca włożyła w tą rolę.
Warto ten film zobaczyć (posłuchać bardziej) dla muzyki, dla cudownego głosu Edith.

sobota, 05 maja 2007
"Parę osób, mały czas"

piątkowy wieczór i film "Parę osób, mały czas" Andrzeja Barańskiego na podstawie opowiadania Jadwigi Stańczakowej p.t. "Dziennik we dwoje".

opowieść o przyjaźni, głębokiej przyjaźni dwojga ludzi nie przystosowanych do życia: Mirona Białoszewskiego i Jadwigi Stańczakowej.
Jadwiga jest niewidoma i na dodatek "zagłaskana" przez ojca, natomiast Miron lekko odjechany (jak powiedzielibyśmy dzisiejszym językiem), nieznajdujący się w rzeczywistości, która go otacza, albo inaczej mówiąc odnajdujący się inaczej (co widać na przykładzie kontaktów z ludźmi, którzy go otaczają). razem tworzą bardzo zgraną parę i doskonale się uzupełniają: Miron robi za oczy dla Jadzi - robi dla Niej niezwyczajne to co jest zwyczajne i opisuje świat, gdyż umie zauważać to co człowiek po dwudziestce przestał już dawno zauważać i zachwycać się nad tym. Jadzia natomiast prowadzi "sekretariat" Mirona: stara się załatwić mu telefon, przepisuje nagrania z taśm, dba o to, aby "Miron" nie utonął w odmętach zwykłego szarego życia. są sobie nieskończenie potrzebni.

dawno nie oglądałem tak dobrego filmu zrobionego tak małymi nakładami finansowymi i który tak długo musiał czekać na swój czas. na pewno jest to dzieło niełatwe i nietrywialne (nie polecam go miłośnikom spider-man'a i okolic, bo się srogo zawiodą).
warto go zobaczyć, bo "przemienia zwyczajne w niezwyczajne", płaskości życia codziennego dodaje kolejny wymiar, maluje rzeczy szaro-bure, mierzy się z tym na co dzisiejszym czasom nie starcza czasu.
piękny obraz.

 
1 , 2 , 3