Kategorie: Wszystkie | AJAX | Android | Bieganie | Dowcipy | Filmy | Książki | Kuchnia | Life | Muzyka | Nauka | Poezja | Zdjęcia | komputer | pocket pc | web
RSS
niedziela, 21 maja 2006
The Green Mile

Wczorajszym wieczorkiem z braku ciekawszych zajęć (czasami tak mi się zdarza) wrzuciłem "The Green Mile" (Zielona Mila) na mojego złoma i spędziłem w miarę ciekawie i przyjemnie wieczór, na pewno nie bezmyślnie.

Film porusza parę dobrze znanych tematów:

  • zasadności wyroków śmierci, a raczej ich bezzasadności - ludzie po stracie najbliższych zieją taką nieskończoną nienawiścią do oprawców, że aż strach o tym mysleć. Kto nam dał prawo do kończenia czyjegoś życia? Kto nam dał prawo do krzyżowania innych? Nie wiem. Czasami mówi sie, że to sprawiedliwość. Dziwna ta sprawiedliwość. Bardzo dziwna.
  • nieźle już wyeksploatowanego tematu Jezusa Chrystusa ... Odkupiciela i Zbawiciela. Postać Johna Coffey'a jest oparta właśnie o Jezusa. Obdarzony swoimi nadnaturalnymi umiejętnościami: umię ożywiać, umie leczyć, zna ludzkie serca ... itd. Tak samo niesłusznie i bezmyślnie skazany na śmierć i tak samo nie opiera się temu wyrokowi - przyjmuje go ze stoickim spokojem i godzi się z nim. Szkod tylko, że ludzie cenią takie filmy ... ubóstwiają je wręcz czasami a nie zauważają tego co leży u nich wśród książek. Tak, myśle o Piśmie Świętym, o Ewangeliach. Dlaczego łatwiej przychodzi nam uwierzenie w to co się dzieje w takim filmie niż na kartach Ewangelii?
  • zło, wszędobylskie zło. Można tu napisać wiele. Ale jakoś myślę, że nie warto sie rozwodzić nad tym.

Ogólnie to polecam każdemu z czystym sercem ten film. Mimo, że jest on dość długi (181 minut) to nie ma w nim dłużyzn. Akcja biegnie cały czas przed siebie i rozwiją. Czasami zaskakuje. Płata coraz to nowe filgle.

Po obejrzeniu filmu nawet zachciało mi się przeczytać książkę. Do tej pory nie byłem fanem Stephena Kinga (jakoś nigdy nie rajcowały mnie horrory i te klimaty - raczej nudne niż ciekawe), ale widzę, że on umie popełnić wartościowe rzeczy.

sobota, 20 maja 2006
"Pejzaż z portretami" - projekt na 400-lecie urodzin Rembrandta
Dziś rana wszedłem na stronę gazeta.pl i przywitał mnie obrazek Anny Dymnej na fotografi. owa fotografia jest wystylizowana na styl rembrandta (wiadomo o co chodzi - jeśli nie to polecam spojrzeć tutaj). Po kliknięciu w tą fotografię ukazała sie moim oczom galleria. jak dla mnie to wszystkie są rewelacyjne. powstały one w pracowni Michała Pasicha. w sesji zdjęciowej wzieli udział m.in. Anna Dymna, Dorota Segda, Anna Polony, Anna i Stanisław Radwan, Jerzy Stuhr, Grzegorz Turnau, Jan Frycz. Szkoda tylko, że tych grafik jest tak mało ... wypadało by się wybrać na tą wystawę. jedyny minus to fakt, że ona jest w krakowie.
17:51, amad3us
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 kwietnia 2006
przyjaźń c.d.
zastanawiam się znowu nad kształtem przyjaźni. na pewno przyjcielowi trzeba umieć wybaczać, trzeba umieć zrozumieć, że przyjaciel to też człowiek i ma swoje lepsze i gorsze dni. ogólnie mówiąc jest taki sam jak ja, że tak jak On mi podaję rękę, taki i mu trzeba podać rękę, poczekać na niego cierplwie. właśnie w takich momentach wychodzi wartość przyjaźni, bo kto inny jak nie przyjaciel "poniesie" mnie na plecach? przyjacielu! jeśli będziesz to czytał wiedz że jesteś niezastąpiony i drugiego takiego jak Ty nie ma i raczej nie prędko się pojawi ktoś taki jak Ty :) wybacz mi moje głupotę ... czasami większą, czasami mniejszą. słuchaj mnie tak jak zawsze słuchasz. dzięki Ci jestem taki jaki jestem :)
21:35, amad3us
Link Dodaj komentarz »
środa, 05 kwietnia 2006
przyjaźń
przyjaźń. hm ... no właśnie co to takiego? podobno uczucie bardzo bliskie miłości (http://pl.wikipedia.org/wiki/Przyja%C5%BA%C5%84_(uczucie)). najbardziej bezsensowne jest jak ktoś nazywa mnie przyjacielem, a za chwile ... za parę dni leje na mnie permanetnie z góry. gada jakies bzdury o manipulowaniu, o traktowaniu ludzi jak lalki. szkoda. czuje się jakby kawałek czegoś gdzieś zostawało, jakby kawałek mnie zostawał i już nie wracał nigdy do mnie. tylko jeszcze ów kawałek trzeba odkroić. wziąc "ostry nóż" i odkroić. tak to najbardziej boli. i znowu okazuje się, że nie warto było wierzyć ... że nie warto było komuś ofiarowywać swój czas. pozostaje żal. żal do samego siebie, ale nie do tej osoby, że po raz kolejny się uwierzyło że może jednak to ten człowiek. dupa. ze znaczeniam słów tak bywa. podobnie jest z miłością. dobrze by było jakby ktoś nim kogoś nazwie przyjacielem przeczytał tak parę razy małego księcia. może wtedy zrozumie co chce na swoje barki brać. polecam każdemu "Małego księcia" (http://oskarm.republika.pl/index.html). warto czytać w kółko i nieustannie (tak samo jak Księgę).
20:03, amad3us
Link Komentarze (1) »
niedziela, 02 kwietnia 2006
who made up all the rules, we follow them like fools
wszyscy pięknie ładnie gadają ... portale uginają się pod ciężarem treści ... w radio w kółko o JPII .... telewizja to samo ... właściwie to wszystko pięknie.
mi to jednak przypomina początek zimy i pierwszy śnieg. wszyscy zachwycają się piekną świeżością, piękną bielą. jak to zwykle bywa pierwszy śnieg długo się nie utrzyma. za godzinę go nie ma.
tak samo z obchodzeniem rocznicy śmierci JPII. warto się tutaj zatrzymać i zastnanowić co oznacza słowo obchodzić ... i dlaczego my wszyscy tak często wszystko obchodzimy. jeden klecha kiedyś zwrócił uwagę na to to słowo przy okazji świąt Zmartwychwstania Pańskiego chyba. ogromna tajemnica - nie do pojęcia (ja tylko mogę w nią uwierzyć, bo ... przekracza granice mojego umysłu ... tak jak Bóg przekracza granice mojego umysłu - dobrze że GO się nie da objąć ... dobrze że można tylko uwierzyć).
z obchodzeniem ważnych rzeczy jest prawie tak samo jak z obchodzeniem kałuży w pięknym ubraniu. spojrzeć i zachwycić się może nawet owo kałuża; jak to pięknie się światło rozszczepia na plamie oleju ... jak to pięknie się odbija w niej obraz świata ... itd), ale "... broń Boże" nie dotknąć jej, bo się pobrudzimy. i dlatego ochodzimy ją dookoła. tak samo święta Zmartwychwstania - dzielnie obchodzimy je dookoła, gubiąc to co jest ich treścią - odkupienie, zwycięstwo nad śmiercią, triumf nad szatanem.
oczywiście mi też zdarza się tak robić - nie żebym był jakiś lepszy od reszty ludzi ... w końcu jestem człowiekiem ... też zdarza mi sie w dzikim pędzie nie myśleć nad tym co robię.
tyle mądrości o życiu i twórczości JPII pada. przyznajcię się uczciwie czytelnicy: ile przeczytaliście z tego co papież napisał? ile z tego co przeczytaliście znalazło odbicie w Waszym życiu?
w moim codziennym staraniu w "mierzeniu się" z Księgą ... tym co napisał JPII (i inni papieże też) ... z tym co spłodzili filozofowie i myśliciele (różni) ... bezustannie napotykam rzeczy o których nie miałem świadomości, które jakoś uleciały mojej zdolności postrzegania.
dopiero teraz zaczynam jakoś układać sobie w głowie to co powiedział i napisał JPII ... dopiero teraz jakoś staram sie nad tym myśleć ... dopiero teraz staram się tego nie obchodzić, ale tym żyć.
11:39, amad3us
Link Dodaj komentarz »
sobota, 01 kwietnia 2006
początkowy wpis
początek ... kiedyś następuje taki moment że coś trzeba zacząć ... 1 kwiecień wydaje sie dobrą datą. dobrą, bo to prima aprili, bo to słoneczny dzień, bo to prawdziwie wiosenny dzień.
23:15, amad3us
Link Komentarze (2) »
1 ... 36