Kategorie: Wszystkie | AJAX | Android | Bieganie | Dowcipy | Filmy | Książki | Kuchnia | Life | Muzyka | Nauka | Poezja | Zdjęcia | komputer | pocket pc | web
RSS
piątek, 24 lipca 2009
Dell i "Next Business Day" c. d. - część II

dzisiejszy poranek przywitał mnie z kolejnym dowcipem.
zostałem poinformowany, źe jestem obsługiwany przez DELL UK zgodnie z zasadami gwarancji CAR (to pewnie oznacza, źe jestem traktowany gorzej niż trzeci świat - kolejny zafajdany skrótowiec) a nie NBD (Next Business Day) mimo, źe od samego poczatku w moich e-mail'ach występuje NBD.
sympatyczne, prawda?

tak sobie myślę, źe najlepszą gwarancją Next Business Day jest ... karta kredytowa. wyrzucamy stary sprzęt do śmietnika i idziemy do marketu po nowy. tylko, że ów DELL LATITUDE D630C jest trochę za drogi na jednorazowy sprzęt.

wniosek z tego, że siedzimy i czekamy aż albo wróce do Polski albo "myślący inaczej ktoś z DELL UK" zacznie uźywać tego co ma w głowie.

MrMan'ie była nawet chwila, że chciałem iść po Maca do sklepu (z racji, źe ten MacBook z którego klikam ma już trzy lata i nawet chodzi - z małymi przerwami, ale chodzi), ale obsługa przez serwis Apple UK (te dwie literki oznaczają, że mamy doczenienia z serwisami "normalnymi inaczej") to też jest droga przez mękę. A Mac tak jak i Dell jest za drogi na sprzęt jednorazowy.
Niestety mi laptop jest potrzebny codziennie. Chyba nie jestem wyjątkiem w tym względzie. I przestoje tak jak ten - już ponad tydzień są "lekko" bolesne.

c.d.n.

czwartek, 23 lipca 2009
Dell i "Next Business Day" c. d.
udało mi się dziś ustalić ile wynosi Next Business Day w wykonaniu DELL UK po napisaniu paru e-maili.
ta wiedza moźe się Wam przydać jak wpadniecie do UK. tylko najpierw usiądźcie wygodnie i uważajcie coby nie spadnąć z krzesła.
Dell i "Next Business Day"

spierdolił mi się laptop Dell'a - Dell Latitude D630C. niby nic w tym dziwnego, bo komputer to tak jak każdy inny sprzęt i może sie popsuć.

no i gdzie tu problem?
wraz z zakupem owego złoma dostałem 3-letnią gwarancję "Next Business Day" (czyli z polska to i ponoć to w polsce funkcjonuje Dell naprawia popsutego lapa następnego dnia pracującego po zgłoszeniu. pech niestety chciał, że jestem w Londynie i tutaj jest już Dell UK.
jakie to ma następstwa? ano zgłosiłem laptopa do naprawy w ostatni poniedziałek. dostałem po 5 minutach lakonicznego e-mail o niczym i cierpliwie czekałem. minął wtorek i zaczęła się środa. lekko wkurwiony zacząłem ruchy w kierunku naprawiania tego złoma.
na początku zadzwoniłem do Dell Polska i faktycznie obsłużono mnie jak należy i po 15minutowym telefonie z konsultatem miał do mnie zgłosić ktoś kto to naprawi go, ale po jak określiłem moje miejsce pobytu otrzymałem informację, że mogę rozmawiać z Dell UK, ale na pocieszenia moja usterka została zanotowana w system i kaźdy kto na to spojrzy będzie wiedział o co chodzi. no i chuj.

jakoś niedługo przyszedł e-mail z Dell UK, że mają problem z serwerem pocztowym i już go rozwiązali. no i zaczęła sie fascynująca wymiana e-maili z jakimś pokurczem z Dell UK.
zgłaszałem wyrażnie, ze laptop zachowuje się niestabilnie i czasami pracuje a czasami nie - na pewno nie da się na nim obejrzeć filmu na dvd czy uźywać netbeans'a albo eclipse'a.

co dostałem w odpowiedzi?
dostałem do przejścia wizard'a od tego co mi się spierdoliło w lapie. myślę se, że to jakiś dowcip albo coś w tym stylu.
nic z tego. po paru e-mail'ach dowiedziałem się, źe muszę go wykonać mimo, że nie wyniki są mocno niedeterministycznie. i na tym skończył sie dzień trzeci.

a miało być tak pięknie, ale jak widać polak z polskim laptopem jest traktowany jak trędowaty i dostał kolejnego wizarda do wypełnienia.

wniosek z tego prosty: nie kupować dell'a, bo to knot, który mimo ceny sypie się po półtora roku zwykłej pracy. co gorsza nie kupować droźszych laptopów, bo szkoda je wyrzucać do śmietnika (ów dell nie należał do tanich). najlepiej kupić coś taniego, bo jak się spierdoli to się wyjmię dysk a lapa wyrzuci się do kosza. no i pójdzie się do marketu po kolejnego. no i oczywiście "Next Business Day" to zwykła ściema.

a dziś mamy czwartek - czyli zaczął się trzeci Next Business Day. i z Dell'a UK nikt się nie odezwał. mam ochotę rozjebać lapa o ścianę i kupić coś w pobliskim markecie, ale ciekawość jak zostanę obsłuźony przez Dell'a góruje nad moją irytacją i złością.

co gorzej piszę tą notkę z MacBook'a, który mi kurewsko nie pasuje z racji pojebanego układu klawiatury, ale mimo 3lat źycia chodzi (czasami lepiej albo czasami gorzej), nie przegrzewa się (jest to laptop i nie smażą mi się jaja jak na nim pracuję), da się na nim oglądać filmy na dvd i matroske, da się na nim odpalić netbeans'a. niestety nie ma potrzebnych mi narzędzi programistycznych. no i siedzę i czekam na pajaca, który zlituje się nade mną i naprawi jebanego złoma

na pewno c.d.n.

sobota, 20 czerwca 2009
Znacie Tintin'a?

Nie znacie? Pewnie najprościej sięgnąć tutaj albo tutaj po francusku.

Czemu o tym piszę?
Mniej więcej rok temu dane mi było odwiedzić Belgię, która jest ojczyzną komiksu i tam można wszystko opisać komiksem - co ciekawe historia Belgii jest wydana w postaci książki przeplatanej komiksem. Dane mi było także trafić do Muzeum Komiksu (Musée de la BD) i powiem szczerze ilość komiksów i gadżetów, która tam się znajduje potrafi zrobić wrażnie. I jest właściwie wszystko.

A Tintin?
Jest to komiks a właściwie bardziej seria bardzo popularna na świecie (w Polsce mniej, ale są plany wydawnicze coby to nardrobić) i charakteryzuje się prostotą właściwą dla Herga, czyli czarna kreska (początki serii były zupełnie czarnobiałe) i kolory ograniczone do barw podstawowych. Jest to komiks na tyle kultowy, że Belgowie zdecydowali się wybudować jego autorowi muzeum - Muzeum Komiksu o Tintinie.
Architektura gmachu jest odbiciem pracy Herge'a. Jak tylko znowu się pojawię w Belgii (musi to nastąpić, bo w tej chwili jest to autentycznie moje ulubione miejsce z absolutnie cudownymi i sympatycznymi ludźmi i niepowtarzalną architekturą przyprawiającą o zawrót głowy) wiem, że na pewno odwiedzę to miejsce. Polecam :)

Blogged with the Flock Browser
11:54, amad3us , Life
Link Komentarze (1) »
piątek, 05 czerwca 2009
"Mały Książe" - Antoine de Saint-Exupery

ostatnio w moje ręce trafiła płyta ze słuchowiskiem "Małym Księciem" czytana przez Michała Żebrowskiego i dzieci: Albert, Kinga, Krystian, dwóch Tomków, Wit, Julia, Bartosz, dwóch Mateuszów, Marta, dwie Ole, Beniamin i Karol.
i co ciekawe o ile Michał czyta świetnie o tyle dzieci nadają charakter temu wydawnictwu i wspaniały koloryt - bez to wydawnictwo byłoby mimo wszystko blade i pozbawione wigoru i humoru dziecięcego.
warto wspomnieć, że część z dochodu ze sprzedaży jest przeznaczona na potrzeby świetlic "Promyk Dnia".

naleśniki wegańskie

wczoraj chwilę pogooglałem i znalazłem jakiś przepis, ale oprócz ogólnych proporcji to się jakoś go nie za bardzo słuchałem :>.

a więc jak zrobić naleśniki wegańskie?

składniki:

  • 10 łyżek mąki białej,
  • 5 łyżek mąki żytniej razowej,
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej,
  • 1 łyżeczka soli,
  • olej - parę łyżek,
  • woda gazowana - 1 butelka,

a więc do dzieła.
wszystkie rodzaje mąki i sól mieszamy na sucho. następnie dodajemy jedną szklankę wody i mieszkamy robotem. następnie dolewamy drugą i mieszamy ... następnie trzecia. ilość wody tak naprawdę zależy od tego jaką mamy konsystencję. okazało się, że typowo kończę z wodą na 3,5 szklankach wody. następnie parę łyżek oleju. i wszystko porządnie miksujmy tak, aby nie było grudek.

a następnie przechodzimy do smażenia. i tutaj to wszystko zależy od patelni.
w moim życiu usmażyłem naleśników z parudziesięciu kilogramów mąki (no może więcej) i smażyłem na różnych patelniach. tym razem okazało się, że kupiłem super wypaśny teflonowy model Tefalu, który jest właściwie głownie do naleśników i omletów. smaży się na niej szokująco dobrze. ale tak naprawdę to wszystko zależy od operatora patelni, bo różne patelnie mi było dane testować i przy dobrej woli naleśniki zawsze dobre wychodzą.

na suchą patelnię wlewamy trochę oleju. jeśli chodzi o olej to ja smażę na normalnym oleju rzepakowym, bo jak na mój gust najlepiej do tego służy. na nim tez typowo smażę faworki czy pączki - w kierunku smalcu wolę nie spoglądać z mniej lub bardziej oczywistych przyczyn.

w momencie jak patelnia z olejem się rozgrzeje nalewamy na patelnię trochę rozczyny i rozprowadzamy. smażymy na jedną stronę a później oczywiście na drugą. jeśli chcemy, aby naleśniki były bardziej rumiane dodajemy cukier.

i tak postępujemy z kolejnym naleśnikami.

z w/w składników wychodzi ok. 15 naleśników - sporo :).

oczywiście do naleśników wkładamy to na co mamy ochotę i tutaj to już jest mnóstwo możliwości.

Bon appetit!!!
czwartek, 04 czerwca 2009
4. czerwca ...

... ale 20 lat temu.
dobrze pamiętam ten czas co nie znaczy, że mam wiek dinozaura ;) aczkolwiek do niego się zbliżam.
było jasne co się stanie, bo w powietrzu wyczuwało się wyraźne przesilenie.
autentyczna gruba kreska.

sobota, 28 lutego 2009
"Fast Food Nation" by Eric Schlosser

książka "Fast Food Nation" napisana przez Eric Schlosser może lekko przestraszyć stałych bywalców McKnajp i miłośników żarcia spod znaku dwóch złotych łuków czy "podobnych" znaków, które utkwiły tak głęboko w naszej świadomości, że nie zdajemy sobie z tego sprawy.

sobota, 21 lutego 2009
21. luty 2009. roku

pogoda cudna - piękna i słoneczna, aczkolwiek trochę zimno, ale tak w normie.
nie mogłem odmówić sobie przebieżki. padło na jedną z moich ostatnich typowych tras i w sumie wyszło około 15km przez 1.5h, czyli takie tempo barowe :).

wszystkich co ślęczą przy złomach zachęcam do korzystania z pogody :) choć cholernie mi ta zima się dłuży i mam nadzieje, że nareszcie pojawi się wiosna.

"Titanic" zatopiony, czyli "Droga do szczęścia"

"Droga do szczęścia" to taki film z przewrotnym tytułem i na dodatek para głównych bohaterów została tak wybrana, aby ... no właśnie czemu?

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 36