Kategorie: Wszystkie | AJAX | Android | Bieganie | Dowcipy | Filmy | Książki | Kuchnia | Life | Muzyka | Nauka | Poezja | Zdjęcia | komputer | pocket pc | web
RSS
czwartek, 27 lipca 2006
"Rok 1984" - George Orwell

Przeleżała jakiś czas na półce i dopiero teraz wpadła w moje ręce książka "Rok 1984" George'a Orwell'a.

Sama książka jest dość krótka (ledwo 250 stron), ale jest tak rewelacyjnym podsumowaniem totalitaryzmów, które pojawiały się w ostatnim wieku, że szczerze powiedziawszy niezależnie co napiszę to i tak bedzie to pustosłowie. Przeczytałem ją właściwie jednym tchem (w ciągu jednego dnia, mimo wielu zajęć jakie mam ostatnio).

Ja jestem osobą, która dobrze pamięta jeszcze lata 80-te. Może wiele nie rozumiałem z tamtych czasów, ale wiele pamiętam. Pamięta się sklepy, pamięta się jedzenie, pamięta się księgarnie, pamięta się gazety, pamięta się ludzi i pamięta się wydarzenia, no i oczywiście kłamsta i pana Jerzego Urbana jako rzecznika rządu. I szczerze powiedziawszy część tej książki to nie brzmi dla mnie jak fantastyka, brzmi zdecydowanie znajomo.

Oczywiście tamtej rzeczywistości daleko było do tego co jest w tej książce, ale mimo wszystko.

Polecam każdemu kto chce posmakować czym był/jest totalitaryzm (komunizm, faszyzm itd).

wtorek, 25 lipca 2006
kolejna rocznica śmierci Włodzimierza Wysockiego

Dziś przypada 26. rocznica śmierci Włodzimierza Wysockiego. Kto to był i czym się zajmował to jest raczej oczywiste. Pozostał w mojej pamięci jako zachrypnięty gość brzdąkający na gitarze, a przecież robił tyle innych rzeczy i tyle miał talentów. Warto poczytać jego twórczość czasami.

23:14, amad3us , Life
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 24 lipca 2006
"Buszujący w zbożu" - Jerome David Salinger

Wpadła mi ostatnio w ręce kultowa już książka Jermoe'a David'a Salinger'a "Buszujący w zbożu" (The Catcher in the Rye). Raczej króciótka, aczkolwiek bogata w treści jest to pozycja. Właściwie to nic nie mam do dodania ponadto co wiki mówi, czyli:

  • updadek społeczeństwa amerykańskiego i krytyka kultury masowej,
  • wyizolowanie jednostki ze społeczeństwa,
  • różnice między światem dzieci, a światem dorosłych (na korzyść świata dzieci).

W sumie to w samej książce można znaleźć trochę z Gombrowicza, z tym że wszystko jest dużo bardziej rozmyte. Gombrowicz kreśli wszystko dobitniej i precyzyjniej - właściwie to trafia w samo sedno. Salinger natomiast jakoś tak myszkuje i kombinuje. Powyższe nie znaczy, że niedoceniam "Buszującego ...". Wręcz przeciwnie. Wyszła jak dla mnie z tego niezła satyra na piękne i wspaniałem społeczeństwo.

Myślę że, warto spędzić parę godzin z tą książką, warto przez chwilę się zamyślić nad nią, nad jej sensem, spróbować odczytać ją z perspektywy naszych czasów.

Istotne jest to że całą książkę można znaleźć tutaj (co prawda w języku angielskim, ale zawsze to kompletna książka.

Miłego czytania życzę!!!

czwartek, 20 lipca 2006
"Niedokończone życie" (An Unfinished Life)

Film wpadł mi przez przypadek w ręce - którego razu podrzucił mi go muerte, że warto zobaczenia, że nie tuzinkowy. Odleżał swoje i ... został obejrzany. Warto było.

To co będzie tutaj to będą moje subiektywne opinie. Jeśli ktoś chce informacje od dystrybutora to można je znaleźć tutaj.

Co ten film wyróżnia to niebanalna tematyka i obsada. Może zacznę od obsady. Robert Redford, Jenifer Lopez, Morgan Freeman. O ile Freeman'a i Redford'a to musieli zagrać nieźle o tyle bałem o Lopez. Niepotrzebnie. Z obsady i gry jestem bardzo zadowolny.

Film porusza parę istonych problemów:

  • problem przemocy w rodzinie, a bardziej precyzyjnie mówiąc o mężczyznach, którzy są na tyle słabi i nędzni że uciekają się do bicia swoich żon i partnerek. Jest to coś na co typowo przymyka się oczy. I tragedia toczy się i rozwija aż do nieszczęśliwego końca. Tu w filmie na szczęście kończy się szczęśliwie - Jean Gilkyson ucieka od swojego mężczyzny, którą ją ściga przez pół stanów nawet dość skutecznie, ale nie wychodzi mu to na zdrowie,
  • kolejny problem to wybaczenie. Przed laty ginie syn Einar'a Gilkyson'a (Robert Redford) w wypadku, który spowodowała Jean (Jennifer Lopez). Czas nie przynosi wybaczenia, czas nie przynosi ukojenia bólu. Dopiero z pomocą Mitch'a Bradley'a (Morgan Freeman) i Griff Gilkyson (córki Jean granej bardzo ciekawie zagranej przez Becca'e Gardner). Nie warto zostawiać problemów sobie. Warto starać się je jak najszybciej rozwiązywać. Zakopywanie toporów nie jest rozwiązaniem. Topory wojenne trzeba rozbrajać - trzeba szukać przyczyn i z nimi walczyć.

Film to dramat obyczajwy ... ogląda się go nie łatwo. Ale mimo wszystko warto go zobaczyć, a nawet powinno się go zobaczyć. Warto przemyśleć parę rzeczy, warto się z nim zmierzyć. Polecam.

"Potęga sławy" - Helen Fielding

Kupując tą książke jakoś nie uświadomiłem sobie, że Helen Fielding to jest ta sama osoba, która napisała "Dziennik Bridget Jones". Jakbym to zauważył, to raczej bym nie siegnął po tą książke, bo "Dziennik ..." jako film był zupełnie nieczytelny dla mnie i totalnie niedorzeczny - dużo łatwiej mi było przetrawić film nakręcony na podstawie "Nigdy w życiu" Katarzyny Grocholi. Może dlatego, że to polskie dzieło.

Wracając jednak do "Potęgi ..." to początek trochę niedorzeczny, trochę powiedziałbym w stylu Bridget. Książka jednakże pod płaszczykiem nijakości i migotliwości przemyca ważne treści.

Pierwsza ważna sprawa to zepsucie elit medialnych (aktorzy, prezenterzy, osoby zarządzające tym biznesem, piosenkarze). Widać ich ogólną nędzę intelektualna, widać ich ogólne zmanierowanie majątakmi posiadanymi, widać brak celów w ich życiu. Nędza. Ale taka nędza w bardzo bogatym wykonaniu, bo to Londyn. Jak ogólnie wiadomo to właściwie najdroższe miasto na świecie (choć ostatnio palme pierwszeństwa przejęła Moskwa chyba). Można się domyślać, że w naszej telewizji i około mamy podobną nędzę. Irytujące jest, że na klęsce w Afryce też można zbić niezły kapitał medialny.

Światełkiem w tunelu jest właściwie ostatnich 20 stron. Tyle, że te strony są dość gorzkie, bo dowiadujemy się że obietnice, że już nigdy więcej nie będzie takiej suszy i nie będzie tylu ofiar są obietnicami bez pokrycia - są to takie słowa pod publiczkę, tak zryw ogólnoświatowy raz na parę lat (dobre i to). Te "elity" trochę zmieniają się podwpływem afrykańskiego dramatu ... tylko czy to odmiana na długo?

Chciałoby się, aby nigdy nie było takiej klęski. Niestety pozostaje to jedno z nabożych życzeń.

Książke polecam jak ktoś poszukuje coś z czego będzie mógł się pośmiać (taki śmiech w krzywym zwierciadle - może nawet siebie znaleźć) i zamyśleć nad tym jak życie przemija.

"Zakochany Anioł ... czyli jak zdobyć kobietę"

Trochę na raty oglądałem ten film nie z powodu, że jest nudny i nieciekawy - wręcz przeciwnie. Jednym razem jedna płytka innym razem druga. Film jest o aniele Giordano, który traci swoje cechy anielskie: nie może chodzić po wodzie na przykład, traci swoje niebiańskie gadżety. Musi nagle sobie radzić bez tego wszystkiego. Staje się zwykłym zwyczajnym facetem. Właściwie to go wszystko go przeraża. Przeraża go, że jest mężczyzną. Szczerze powiedziawszy to wszystko dość sympatyczne i ... trochę mało w tym dramatyzmu.

Właściwie to jak oglądam filmy o tematyce anielskiej to nasuwa mi się "Michael" z Johnem Travoltą w roli głównej. Powiedziałbym, że tamten anioł był perfekcyjnie zagrany. Krzysztof Globisz w tej roli nie może się równać z Travoltą. Dużo lepiej wypada jako zwykły facet niż anioł.

Ale za to Anna Radwan jak zawsze gra wyśmiennicie. Jakoś zawsze kojarzy mi się ona z głowną rolą w "Damie Kameliowej", czyli w Violettcie Valerii. Po prostu warto zobaczyć to i się przekonać. Czaruje widza swoim uśmiechem i ciepłem.

Oprócz tego w filmie występuje dwóch wygów: Janusz Gajos jako Arsen Lupin i Jerzy Trela jako Szajbus.

Właściwie to wydawało mi się, że film powinien bardzo błyszczeć za sprawą takich gwiazd, ale jednak nie. Historia bardzo sympatyczna tylko jakoś nie tak opowiedziana, pozostawia jakiś niedosyt. Może dlatego, że reżyser ze scenarzystą (Artur Więcek "Baron" wspólnie z Witoldem Bereśiem) jakoś za za bardzo popłyneli i przesłodzili. Tak. Wyszedł trochę przesłodzony film, ale jako komedia jest naprawdę warto zobaczenia.

Szczerze powiedziawszy dobrze się bawiłem przez 95minut i każdemu polecam, bo naprawdę dużo ciekawych treści można znaleźć w tym filmie :).

poniedziałek, 17 lipca 2006
17 lipiec 2006 roku

Trasa do Budzisk, a właściwie do Krzyża na Budziskach

Czas calości: 47' 11"
Dystans: 8.09km
Średnio 1km: 5' 50"
Tętno w strefach czasowych: 16/21/9
Tętno średnie/tętno maksymalne: 135/175
Kalorie/masa: 974/0.12.

międzyczasy i tętno:

  1. 7'00" - 145
  2. 5'2" - 154
  3. 7'1" - 148
  4. 7'48" - 144
  5. 6'43" - 139
  6. 13'37" - 110

ubranie: buty nike bowerman, krótkie spodenki, koszulka z krótkim rękawem.

pogoda: ciepło (ale nie za ciepło), przyjemnie i słonecznie.

wrażenie: coś zołądek wysiadał - pewnie po czereśniach, a poza tym to przyjemny bieg, tylko dużo przyśpieszania i zwalniania.

16 lipiec 2006 roku - Półmaraton w Okonku

Trasa to półmaraton. W sumie parę podbiegów - chyba 3, takie nawet konkretne (trochę je było czuć w nogach, ale myślałem że będzie gorzej).

Czas całości: 1h 45min 25sek (o parę sekund lepiej niż ostatnio półmaraton)
Dystans: 21.097km
Średnio 1km: 5'00"

dystansy i międzyczasy:

  1. 1km - 4'11"
  2. 2km - 4'33"
  3. 3km - 4'42"
  4. 4 i 5 km - 9'9"
  5. 6-10km - 23'53"
  6. do półmetka - 1'54"
  7. od półmetka do 15km - 22'50"
  8. 16km - 6'00"
  9. 17km - 5'48"
  10. 18km - 5'53"
  11. 19km - 5'47"
  12. 20km - 5'44"
  13. 21km - 5'00"

ubranie: buty adidas, krótka koszulka i krótkie spodenki

pogoda: jak dla mnie nijak - około 20 stonii, bez słońca ... takie zachmurzone, ale niestety bez deszczu. nie lubię takiej pogody.

wrażenia: trasa ciekawa bo nie biegłem na takiej ilości takich górek, ale nawierzchnia nędzna. nie chciałbym krytykować, ale nie lubię biegać w takich warunkach. biegłem na półgwizdka (może oprócz początku), bo niedawna choroba jakoś tak dawała znać o sobie. za miesiąc na pewno będzie sporo lepiej, o ile znowu coś się nie przypatałęta.

14 lipiec 2006 roku

Trasa przez Budziska do trasy na Stanisławów.

Czas calości: 1h 4min 32sek
Dystans: 10.40km
Średnio 1km: 6' 12"
Tętno w strefach czasowych: 6/55/2
Tętno średnie/tętno maksymalne: 142/168
Kalorie/masa: 1484/0.19

międzyczasy i tętno:

  1. 7'24" - 139
  2. 6'14" - 143
  3. 7'55" - 140
  4. 11'00" - 140
  5. 10'38" - 141
  6. 7'42" - 148
  7. 6'18" - 147
  8. 7'21" - 145

ubranie: buty adidas, szorty, koszulka krótka

pogoda: około 30 stopni, ale za to był deszczy (nie za dużo, ale zawsze) - kochany deszczyk.

piekny i zupełnie luzacki bieg :)

11 lipiec 2006 roku

Trasa do Budzisk, a właściwie do Krzyża na Budziskach

Czas calości: 38' 46"
Dystans: 7.2km
Średnio 1km: 5' 23"
Tętno w strefach czasowych: 5/25/7
Tętno średnie/tętno maksymalne: 145/179
Kalorie/masa: 905/0.11

międzyczasy i tętno:

  1. 7'9" - 134
  2. 5'15" - 152
  3. 6'45" - 148
  4. 6'56" - 146
  5. 5'50" - 150
  6. 6'51" - 146

ubranie: buty nike bowerman, szorty, koszulka krótka

pogoda: słonecza a ponieważ całość była trochę przed 6 rano to było nie więcej niż 20 stopnii (czyli ogólnie ok). Oprócz bardzo wczesnej pory, ale może przyzwyczaję sie do niej.

ogólnie wolno bez pośpiechu, równym tempem.

 
1 , 2