Kategorie: Wszystkie | AJAX | Android | Bieganie | Dowcipy | Filmy | Książki | Kuchnia | Life | Muzyka | Nauka | Poezja | Zdjęcia | komputer | pocket pc | web
RSS
niedziela, 24 czerwca 2007
24. czerwca 2007. roku

trochę zaspany i co nieco spóźniony był ten poranek. zamiast wyruszyć na trasę około 6 kiedy jest jeszcze w miarę chłodno i sympatycznie się biega wstałem ledwo przez 7, a wybiegłem około 7.30.
słoneczko dość szybko zaczęło przypiekać i prawie cały zapas izotonika został skonsumowany na cały dystansie.

a dziś w planach było trochę tych kilometrów, bo dystans porównywalny z półmaratonem - 21km.
biegło się sympatycznie, ale z każdym kilometrem coraz trudniej - ostatni czas nie sprzyjał przemierzaniu kilometrów i pewnie dlatego tak wyszło.

ciekawym akcentem tego biegu było to, że gdzieś pomiędzy 4 a 5 kilometrem trasy, na trasie z Wawy do Siedlec, przy Halinowie stuknął mi kolejny roczek, bo była godzina 8, a wtedy się właśnie urodziłem :)

"Drop" by steph.A

"Drop" by steph.A

Kolejna kropla spadła.
Czy udało się jej użyźnić glebę życia?
Czy nie spadła na marno?
Ile jeszcze tych kropel będzie?
Jakie te krople będą?
BÓG jeden to wie.

sobota, 23 czerwca 2007
"6 minutes old" by Voetmann

"6 minutes old" by Voetmann.

Zdjęcie to przypomniało mi, że dziś jest dzień ojca. Ojca, który był i go nie było. Ojca, który jest i go nie ma. Enigmatyczne to wszystko.
Niezależnie od wszystkiego chylę głowę przed wszystkimi mężczyznami, który dorośli do tej roli, którzy starają się znaleźć i znajdują się w tej niełatwej roli.

20:03, amad3us , Life
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 czerwca 2007
"Summer" by KennethMoyle
wtorek, 19 czerwca 2007
"Moonlight" by jetow
"Modlitwa swawoli" - Janusz Korczak

"Modlitwa swawoli" "ukradziona" ze Skwerka Quasimoda.

Wierzaj mi Boże, że pragnę być poważną, stateczną i skupioną. Może to przyjdzie z czasem, ale tymczasem nie mogę. Śmieszy mnie wszystko, co poważne, nie wierzę, nie ufam. Uroczyste mowy, śluby, kazania, nawet pogrzeby - miny - Boże, proszę Cię, zwróć tylko uwagę na ich miny, na te napuszone, nieszczere i głupie gęby. (Przepraszam, że się tak wobec Ciebie wyrażam.)

Jeśli się modlę tak rzadko, doprawdy ich wina. Ich modlitwa, albo bezmyślne klepanie pacierzy, albo chytra chęć podejścia, oszukania Ciebie, wyżebrania czegoś za cenę fałszywych westchnień i czerwonego nosa. Nie umiem być nieszczerą. Więc przyznaję: ja Ciebie nie znam, Boże. I zdaje mi się, że zanim człowiek pozna Ciebie, Boże, musi przede wszystkim dobrze poznać siebie, siebie znaleźć. A ja błądzę, nie rozumiem i próbuję odgadnąć siebie, jak szaradę, jak bardzo trudne algebraiczne zadanie. Że nie jestem taką, za jaką mnie mają i dorośli, i rówieśnicy, to głupstwo; ale przecież nie jestem taka, jaką się sama być mniemam. Wesoła jestem, a jednak... Kapryśna jestem, a przecież...

Niedoświadczona, mhm, naiwna, a juści. Na jedno, co wiem, stu rzeczy się domyślam. Jak ja ich znam! Gdyby oni choć w setnej części nas tak znali, byłoby nam lepiej, a może i gorzej? Dobra jestem czy zła? Tak i nie. To pewne, że inaczej dobra i inaczej zła, w czym innym dobra i w czym innym, niż oni sądzą i chyba - niż sama nawet myślę.

Zdaje mi się, że tę miłość rodziców, ojczyzny, bliźniego i Ciebie, te wszystkie czcie i szacunki, wymyślili dorośli dla siebie, a my mamy prawo do własnych uczuć, do swoich ukochań. W modlitwie młodzieży powinien być śmiech, taniec, żart, kaprys, niespodzianka, coś z nabożeństw pogańskich i dzikich kultów. Przecież Ty jesteś nie tylko w łzie człowieka, ale i w woni bzu, nie tylko w niebie, ale i w pocałunku. Po każdej pustej swawoli nachodzi smutek i tęsknota. A w tęsknocie, jak w mgle, i twarz matki, i szept ojczyzny, i bliźnia niedola, i Wielkość Twej Tajemnicy.

No, patrz: chcę być z Tobą szczera, a przecież to jasne, że nie powiem, nie umiem powiedzieć wszystkiego. Patrzę na gwiazdy i mówię sobie: miliardy gwiazd, miliardy mil. Cóż, kiedy tego nie czuję. Wiem, że jesteś Wielki, Potężny, Nieśmiertelny i tak dalej, ale tylko wiem i nic więcej. A ja, bywa, tak kocham gwiazdy, jak oni znów nie potrafią, choćby się nie wiem jak nadymali, wypinali, puszyli i pociągali nosami. A dlaczego je kocham, nie powiem; nawet dokładnie nie umiem powiedzieć, dlaczego.

Patrz: moja modlitwa... Czy mądra? Nie. A czy można nazwać ją głupią? Ona jest bezładna, bo i ja jestem bezładna. Masz kłopot ze mną, Boże; a pomyśl, jak mnie jest ciężko ze sobą. Wiesz, co Ci zaproponuję? Zostaw mnie tymczasem taką, jaką jestem. Poczekaj. Ty Sobie i ja sobie, niby że się nie znamy. Postaram się nikogo nie gorszyć, nie śmiać się, nie żartować, nawet będę zmawiała pacierze, tylko bez wznoszenia oczów, pochyleń głowy, bez westchnień i min.

Jak długo to trwać będzie, nie wiem: dopóki nie wstąpi we mnie „statek". Nie mogę nawet obiecać, że zapragnę przyspieszyć tę chwilę. Bo po co? Samo przyjdzie. Zupełnie niespodzianie, nagle, spotkamy się. Nie wiem, gdzie, jak, kiedy, nagle Ciebie zobaczę, zarumienię się, serce mocniej zastuka, i uwierzę. Uwierzę, że jesteś inny, że się z nimi nie bratasz, nie kumasz, że Cię nudzą, że ich lekceważysz, że mnie rozumiesz, że chcesz ze mną, poważnie i szczerze pomówić. Powiesz mi: „ja wiedziałem, że oni Mnie obrzydzili, że nie chciałaś wierzyć, w co oni wierzą”. Powiesz: „Wiem, że Mnie oszukują i kłamią”. Powiesz: że jesteś samotny, opuszczony, pokrzywdzony i jak ja pełen tęsknoty, i wolny, wolny jak sokół. I sprzymierzymy się: Ty i ja, i pryśniemy im śmiechem w oczy, weźmiemy się za ręce, zaczniemy biec co tchu. Oni zaczną nas wołać, oburzeni, że tak nie wypada.

Wówczas przystaniemy na chwilę, odwrócimy się raz jeden, język im pokażemy: ja i Ty. I śmiejąc się do rozpuku, znikniemy im z oczu. I śnieg jeść zaczniemy garściami. Kochany, Najukochańszy Boże, przecież Ty możesz Sobie na to pozwolić, jeden, jedyny raz tylko. Uuuch, jacy oni nudni, fałszywi: należy im się za ich grzeszki - kara.

13:49, amad3us , Life
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 czerwca 2007
"guess where" by wallyg
"Non, je ne regrette rien" - "Nie, nic a nic, nie żałuje niczego" - Edith Piaf

Wersja oryginalna:

Non! Rien de rien ...
Non! Je ne regrette rien
Ni le bien qu'on m'a fait
Ni le mal tout ça m'est bien égal!

Non! Rien de rien ...
Non! Je ne regrette rien...
C'est payé, balayé, oublié
Je me fous du passé!

Avec mes souvenirs
J'ai allumé le feu
Mes chagrins, mes plaisirs
Je n'ai plus besoin d'eux!

Balayés les amours
Et tous leurs trémolos
Balayés pour toujours
Je repars à zéro ...

Non! Rien de rien ...
Non! Je ne regrette nen ...
Ni le bien, qu'on m'a fait
Ni le mal, tout ça m'est bien égal!

Non! Rien de rien ...
Non! Je ne regrette rien ...
Car ma vie, car mes joies
Aujourd'hui, ça commence avec toi!

i literalne tłumaczenie jakie udało mi się wyszperać w sieci:

nie, nic a nic, nie, nie żałuję niczego
ani dobra, które mi uczyniono, ani zła, juz jest mi wszysko jedno

nie, nic a nic, nie, nie żałuję niczego
to splacone, zamiecione, zapomniane, nie obchodzi mnie przeszłość

rozpaliłam ogień moimi wspomnieniami
moje troski, moje przyjemności, juz ich nie potrzebuję

wymiecione miłości i drzenie ich głosu
wymiecione na zawsze, zaczynam znów od zera

nie, nic a nic, nie, nie żałuję niczego
ani dobra, które mi uczyniono, ani zła, juz jest mi wszysko jedno

nie, nic a nic, nie, nie żałuje niczego
bo moje życie, moje radości zaczynają się dziś z tobą
"Machine Mountain" by rantfoil
niedziela, 17 czerwca 2007
"Niczego nie żałuję - Edith Piaf"

"Niczego nie żałuję - Edith Piaf" to film o życiu i twórczości Édith Piaf, który został wyreżyserowany przez Olivier Dahan. To także film którego brakowało, bo takiej osobie się on należał.
Wbrew pozorom nie jest to biografia Edith i nie jest to "próba odświeżana kotleta" jakim jest Jej twórczość. Z mojego punktu widzenia jest to próba zmierzenia się z legendą, jest to próba nakreślenia sylwetki osoby, która zmarła prawie pół wieku temu.

Film aż kipi od emocji, kipi od bólu, kipi od żalu, kipi od łez. Legenda za życia: uwielbiana i kochana, mimo swojego przeciętnego wyglądu. Jej cała nieprzeciętność kryła się w jej wnętrzu, w jej głosie, którym jak nikt inny potrafiła wyrazić ból, nieszczęście, zawód, doświadczenie, dramatyzm. Próby przenoszenia jej utworów w teraźniejszość (uwspółcześniania) są z definicji nieporozumieniem. Brzmią dennie i infantylnie, a takie na pewno nie są. Ale za to się dobrze sprzedają - mam na myśli sukces komercyjny "Milord" zaśpiewanego nie tak dawno przez In-Grid.

Wydawałoby się, że gwiazda tego formatu co Edith powinna mieć fajne i kolorowe życie. Nic z tego. Kolejne wydarzenia z jej życia (nieszczęśliwe dzieciństwo, tułaczka, śmierć jej dziecka, kolejne zawody miłosne, nałóg i nieuleczalna choroba - rak) z którymi zmagała się jak tylko potrafiła podkopywały i tak już słabe zdrowie. Życie ją zabiło, życie ją pokonało.
Została legenda, która się doskonale broni mimo upływu czasu, legenda, która nie potrzebuje mecenasów. No i zostały jej nagrania.

Czy ten film warto zobaczyć?
Ja myślę, że tak. Czasami mamy wrażenie, że nieszczęścia jakie nas spotykają są tak wielkie, że nic gorszego już się nie może przydarzyć, że już gorzej być nie może. Nic bardziej mylnego.
Nie chodzi o to, aby porównywać swoje życie z życiem Edith Piaf, choć mogą być takie pokusy. Bardziej mi chodzi, aby w tej kruchości jaką jest obdarzony typowy człowiek znaleźć swoją wielkość, aby nie zatrzymywać się nad nieszczęściami jakich doświadczamy iść do przodu, aby powstawać z upadków, aby ze zła wywodzić dobro.
Warto też film zobaczyć dla Marion Cotilliard, która zagrała główną rolę. Uczyniła to z ogromnym profesjonalizmem - dużo serca włożyła w tą rolę.
Warto ten film zobaczyć (posłuchać bardziej) dla muzyki, dla cudownego głosu Edith.

 
1 , 2