Kategorie: Wszystkie | AJAX | Android | Bieganie | Dowcipy | Filmy | Książki | Kuchnia | Life | Muzyka | Nauka | Poezja | Zdjęcia | komputer | pocket pc | web
RSS
niedziela, 29 kwietnia 2007
"Oskar i Pani Róża" - Eric-Emmanuel Schmitt

niedzielne leniwe popołudnie.
dawno odkładana książka polecana mi bardzo gorąco przez Maryś (Dzięki Sister) wpadła mi w ręce.

książką tą jest "Oskar i Pani Róża" Eric-Emmanuel'a Schmitt'a. pozycja znana. napisana prostym językiem (w oryginale (jak twierdzi Maryś) też jest prosta - może kiedyś się dowiem jak zacznę się porządnie uczyć francuskiego).
najważniejsze jest to, że mimo swojej bardzo poważnej tematyki książka rozśmiesza, choć wydawałoby się powinna być smutna. książka z każdą kartą zastanawia coraz bardziej. końcówka chwyta za serce i ... do oczu napływają łzy. naprawdę można się wzruszyć.

warto po nią sięgnąć jeśli chce się znaleźć odpowiedź na pytanie: "Czy w ciągu dwunastu dni można poznać smak życia i odkryć jego najgłębszy sens?" i jeśli chce się odnaleźć z powrotem "Małego Księcia"

sobota, 28 kwietnia 2007
"Klucz do słodkiej muzyki". Sobotnie zdobycze.

wczoraj w empik.com odebrałem płytę zamówioną w naprawdę przedziwnych okolicznościach Chopin: Koncert fortepianowy f-moll op. 21.
płyta jest wspaniałą, barwna, kipi emocjami, wzrusza, zamyśla, ma swoją duszę - po prostu jeden z koncertów fortepianowych Chopina (wszystkie są niesamowite). nie może być inaczej zwłaszcza, że gra nie byle kto tylko sam Artur Rubinstein. płyta jest zapisem koncertu z 22 lutego 1960 roku zagranego na samym początku VI Konkursu Chopinowskiego.
trzeba posłuchać tego.

drugą rzeczą jest wiersz Williama Williams "TO", który pojawił się w dzisiejszym wydaniu magazynu europa. myślę, że warto go przytoczyć, bo spodobał mi się:

Są jałowe ponure tygodnie,
gdy natura w swej bezpłodności
dorównuje głupocie ludzi.

Rok pogrąża się w noc,
a serce pogrąża się
głębiej niż w noc

w pustej, wymiecionej wiatrem przestrzeni
bez słońca, gwiazd lub księżyca,
lecz ze szczególnym światłem jak gdyby myśli,

która roznieca ciemny ogień -
wirujący wokół siebie, do czasu
gdy w chłodzie zabłyśnie

by uświadomić człowiekowi nicość,
którą zna: nie samotność,
nie ducha lecz

rzekomo objęte rozumem - pustkę,
rozpacz - (One
łkają i skomlą) wśród

lun i zgiełku wojny,
domy, gdzie zimno pokoi
jest nie do wyobrażenia,

ludzie, których kochaliśmy - odeszli,
łóżka stoją puste, kanapy
wilgotne, krzesła opuszczone - 

Ukryj to daleko, gdzieś
poza umysłem, niech ukorzeni się
i rośnie - niezależnie od zazdrosnych

oczu i uszu - samo dla siebie.
Wszyscy przychodzą kopać do tej kopalni.
Czy jest tam klucz do słodkiej

muzyki? Źródło poezji widząc
martwy zegar mówi:
Zegar stanął,

A jeszcze wczoraj tykał tak ślicznie
i słyszy plusk wody jezior -
które jest teraz kamieniem.

Słodka Muzyka. I klucz do Niej.

"Niech żyje bal!" - Agnieszka Osiecka
Życie kochanie trwa tyle co taniec
fandango, bolero, be-bop
manna, hosanna, różaniec i szaniec
i jazda i basta i stop.

Bal to najdłuższy na jaki nas proszą,
nie grają na bis, chociaż żal,
zanim wiec serca upadłość ogłoszą
na bal, marsz na bal

Szalejcie aorty, ja idę na korty
Roboto ty w rękach się pal
Miasta nieczułe mijajcie jak porty
Bo życie, bo życie to bal

Bufet jak bufet jest zaopatrzony
Zależy, czy tu, czy gdzieś tam
Tańcz póki żyjesz i śmiej się do żony
I pij... zdrowie dam!

Niech żyje bal!
Bo to życie to bal jest nad bale!
Niech żyje bal!
Drugi raz nie zaproszą nas wcale!
Orkiestra gra!
Jeszcze tańczą i drzwi są otwarte!
Dzień warty dnia!
A to życie zachodu jest warte!

Chłopo-robotnik jak boa grzechotnik
z niebytu wynurza się fal,
wiedzie swa mamę i tatę, i żonkę,
i rusza, wyrusza na bal.

Sucha kostucha - ta Miss Wykidajło
wyłączy nam prąd w środku dnia.
Pchajmy wiec taczki obłędu, jak Byron,
bo raz mamy bal!

Niech żyje bal...
czwartek, 19 kwietnia 2007
64. rocznica powstania w Getcie Warszawskim

Dziś mijają 64 lata od powstania w Getcie Warszawskim. Powstania, które było skazane na przegraną, a ludzie tam wegetujący przeznaczeni na pewną śmierć. Mimo wszystko walczyli i ginęli.
Dziś też odbywały się i odbywają główne uroczystości ku czci ludzi tam pomordowanych - Kwiaty i kadisz pod pomnikiem Bohaterów Getta.

Myślę, że z tej okazji warto sobie przypomnieć co napisał nasz noblista Czesław Miłosz. Mam na myśli wiersz:

Campo di Fiori

W Rzymie na Campo di Fiori
Kosze oliwek i cytryn,
Bruk opryskany winem
I odłamkami kwiatów.
Różowe owoce morza
Sypią na stoły przekupnie,
Naręcza ciemnych winogron
Padają na puch brzoskwini.

Tu na tym właśnie placu
Spalono Giordana Bruna,
Kat płomień stosu zażegnął
W kole ciekawej gawiedzi.
A ledwo płomień przygasnął,
Znów pełne były tawerny,
Kosze oliwek i cytryn
Nieśli przekupnie na głowach.

Wspomniałem Campo di Fiori
W Warszawie przy karuzeli,
W pogodny wieczór wiosenny,
Przy dźwiękach skocznej muzyki.
Salwy za murem getta
Głuszyła skoczna melodia
I wzlatywały pary
Wysoko w pogodne niebo.

Czasem wiatr z domów płonących
Przynosił czarne latawce,
Łapali skrawki w powietrzu
Jadący na karuzeli.
Rozwiewał suknie dziewczynom
Ten wiatr od domów płonących,
Śmiały się tłumy wesołe
W czas pięknej warszawskiej niedzieli.

Morał ktoś może wyczyta,
Że lud warszawski czy rzymski
Handluje, bawi się, kocha
Mijając męczeńskie stosy.
Inny ktoś morał wyczyta
O rzeczy ludzkich mijaniu,
O zapomnieniu, co rośnie,
Nim jeszcze płomień przygasnął.

Ja jednak wtedy myślałem
O samotności ginących.
O tym, że kiedy Giordano
Wstępował na rusztowanie,
Nie znalazł w ludzkim języku
Ani jednego wyrazu,
Aby nim ludzkość pożegnać,
Tę ludzkość, która zostaje.

Już biegli wychylać wino,
Sprzedawać białe rozgwiazdy,
Kosze oliwek i cytryn
Nieśli w wesołym gwarze.
I był już od nich odległy,
Jakby minęły wieki,
A oni chwilę czekali
Na jego odlot w pożarze.

I ci ginący, samotni,
Już zapomniani od świata,
Język nasz stał się im obcy
Jak język dawnej planety.
Aż wszystko będzie legendą
I wtedy po wielu latach
Na nowym Campo di Fiori
Bunt wznieci słowo poety.

Warszawa - Wielkanoc, 1943

20:25, amad3us , Life
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 15 kwietnia 2007
15. kwiecień 2007. roku

dziś wybrałem się na "ciut" dłuższy dystans ze względu, że czasami po prostu chce się przebiec coś dłuższego. w sumie 28km, ale w takim dość ludzkim tempie (10km/h). ideą tego biegu było coby sobie pogadać a nie się ścigać i ... rzeczywiście przyjemnie się gwarzyło.
mogłoby być cieplej, bo ciepełka to nigdy za dużo. jak wybiegałem (parę minut przed 6) to było dość chłodno, ale wraz z przebywanymi kilometrami było coraz cieplej i przyjemniej.

14. kwiecień 2007. roku

poranna przebieżka, taka w sam raz na dobry początek dnia. dystans 11km. piękna słoneczna pogoda, choć ze względu na wczesną porę (6-7) dość chłodno - niewiele więcej niż 0 stopni.

czwartek, 12 kwietnia 2007
"remont" palmy z ronda de Gaulle'a

palmę znają wszyscy.
jedni ją kochają, a inni nienawidzą - prawie tak samo jak ze zmieniającymi się ekipami rządzącym.
palma natomiast sobie stoi cierpliwie na środku ronda de Gaulle'a.

niestety zaczęła się sypać ze starości i trzeba ją odnowić. jeśli ktoś byłby zainteresowany to bliższe informacje można znaleźć na stronie rajkowska.com.

czemu palmę dobrze by było wyremontować? odpowiem na to pytanie cytatem z apelu: "Być może należałoby ją już zdemontować, ale intuicja mi mówi, że jej czas jeszcze nie minął - szczególnie teraz kiedy Polską rządzi skrajna prawica."

20:50, amad3us , Life
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 kwietnia 2007
Chce ktoś zarobić milion dolarów?

dziś na Gazeta Wyboracza ukazał się niezwykły artykuł: Pogromca duchów.
zgodnie z tytułem notki daje on przepis na zarobienie miliona dolarów. Pan "James Randi to demaskator pseudonauki, pogromca cudotwórców, astrologów, jasnowidzów, telepatów, radiestetów, psychokinetyków... Częsty komentator amerykańskiego programu TV "Bullshit" ("Gówno prawda"), którego autorzy kpią i nabijają się z ludzkiej naiwności i wiary w nadprzyrodzone moce.".

czytelniku jeśli posiadasz możliwości takowe polecam Ci udanie się do tego Pana i masz okrągłą bańkę dolarów w ręku.

21:47, amad3us , Life
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 kwietnia 2007
"Mozart. Portert geniusza" - Norbert Elias

książka "Mozart. Portret geniusza." Norberta Eliasa jest cennym materiałem pokazującym rozwój, drogę życiową i śmierć geniusza jakim był Wolfgang Amadeusz Mozart.
Autor rozważa w sensie socjologicznym i psychologicznym życie Mozarta. Opiera się na listach i innych dokumentach jakie po nim zostały, opiera się na ówczesnej sytuacji artysty-muzyka, opiera się o to wszystko co wiem o świecie z tamtych lat. Zaprzęga do tego socjologię i psychologię. Wynikiem jest ... myślę, że każdy kto choć przez chwilę się zamyślił nad osobą tego geniusza (a kto się nie zamyślił? chyba nikt) powinien sięgnąć po tą książkę.
dla mnie jest ona przejściem od Mozarta-geniusza (geniusz narodził się niewątpliwie jak wyniki ciężkie i mozolnej pracy) do Mozarta-człowieka. to brakujące ogniwo w mozaice jego życia.

do skończonej lekturze nasunęła mi się myśl, że takie biografie jak Mozarta przytrafiają się dość często. mam na myśli ojca, który stara się za pomocą dziecka realizować swoje własne marzenia i ... podchodzi do niego jak rzeźbiarz do klocka drewna.
chodzi o siostry Polgár: Zsuzsa, Zsófia i najbardziej znana z nich Judit. wychowywanie przez ojca - László Polgár doszły do szczytów hierarchii szachowej i stały się niewątpliwym fenomenem.
Ojciec wyznaje twierdzenie, że "geniuszy się tworzy, nie rodzi". i ma w tym dużo racji. po lekturze wydaje mi się, że bardzo podobnie było z Mozartem.

z drugiej zaś strony zastanawiam się czy ma to sens, aby "tresować" dziecko od samego początku? czy dobrą rzeczą jest okradanie go z dzieciństwa, na rzeczy udowadniania, że da się wychować geniusza?
zdecydowanie jestem przeciwny takiemu podejściu do człowieka. choć jeśliby nie ojciec, który narzucił drakońską szkołę synowi, czy powstałby wszystkie opery, symfonie, koncerty?
może tak, a może nie, ale na pewno nie mielibyśmy doczynienia z tragedią ludzką.

książkę polecam każdemu, kogo interesuje Mozart jako człowiek, Mozart jako geniusz i przecięcie obu powyższych. zachętą nie będą słowa z The Times: "Wyjątkowy talent Eliasa sprawia, że jego socjologiczne studium mówi nie tylko o indywidualnej potrzebie akceptacji, ale także skłania nas, by obdarzyć Mozarta miłością i szacunkiem, za którymi tęsknił aż do swojej śmierci".
Dzięki Kasiu za uprzyjemnienie świąt w tak niezwykły sposób za podrzucenie tak niezwykłej lektury.

"Tworzę, więc jestem" - wywiad z Eric-Emmanuel'em Schmitt'em

dziś na onecie trafiłem na wywiad z Eric-Emmanuel 'em Schmitt'em zatytułowany "Tworzę, więc jestem". Jest on autorem powszechnie znanych książek "Oskar i pani Róża" i "Pan Ibrahim i kwiaty Koranu".
wywiad jest w sumie krótki, ale przekazuje parę istotnych informacji. najważniejsze jest jednak na koniec. na pytanie: "Czyli szczęście jest stanem możliwym?" Eric odpowiada: "Na szczęście!". ważne to słowa.

polecam cały wywiad, bo mimo swojej długości jest się nad czym zamyślić.

 
1 , 2 , 3