Kategorie: Wszystkie | AJAX | Android | Bieganie | Dowcipy | Filmy | Książki | Kuchnia | Life | Muzyka | Nauka | Poezja | Zdjęcia | komputer | pocket pc | web
RSS
czwartek, 29 listopada 2007
"Księża wobec bezpieki" - ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski

po dość długim czasie dobrnęłem do końca w/w książki. lektura niełatwa, bo mnóstwo faktów, mnóstwo nazwiski - dużo się dzieje. niełatwa także dlatego, że to książka faktograczna i historyczna.

całość jest ciekawą analizą wielu księży: od takich którzy współpracowali z SB/UB do takich którzy dzielnie opierali się im.

jakie wnioski? myślę, że dużo światła rzuca na cały proces lustracji jaki został zaniedbany. księża to tacy ludzie jak my, bo niby czym mieliby się różnić. to jak oni postępowali jest odzwierciedleniem tego jakie było społeczeństwo w latach 45-89. trzeba jednakże do wszystkich akt podchodzić z bardzo dużą dozą sceptycyzmu - funkcjonariuszy mocno ponosiła fantazja i na częste potrafili fabrykować zeznania.
książki niesłusznie się obawiano, bo jest ona cennym świadectwem minionych lat. ukazuje wielu ludzie, pokazuje ich walkę i rezygnację, pokazuje upadki.

czy warto po nią sięgnąć? jeśli ktoś się interesuje historią to na pewno. jeśli komuś nie jest obojętny kościół to też warto.
warto ją przekartkować, aby lepiej zrozumieć tamte czasy. moja pamięć o nich jest dość świeża, ale wielu ludzi nie wie jak to wszystko wyglądało.

poniedziałek, 26 listopada 2007
Dalajlama i ... Watykan

pamiętacie film "Misja" w reżyserii Rolanda Joffe z idealną muzyką filmową Ennio Morricone? nie oglądaliście? polecam, bo to jak dla mnie ekstraklasa. opis jego znajdziecie tutaj.

ale co mam ów film do Dalajlamy? po co go tutaj umieściłem?
akcja "Misji" dzieje się na pograniczu Paragwaju i Aregentyny. jednym z jej wątków jest nawracanie na wiarę ludzi, którzy tam mieszkali - Indian. nawracanie w sensie nawracania, a nie palenie na stosie i mordowanie. następuje pewnie zgrzyt: narasta konflik mędzy plantatorami a jezuitami. wydawałoby się, że kościół powinien wygrać. strefy wpływów się jednakże przesuwają i kościół oddaje pola plantatorom. jak to się kończy? obejrzcie. niezależnie czy wierzycie czy nie wierzycie w Boga to warto zobaczyć ten film.
wygrywa polityka. wybierane jest "mniejsze zło".

dziwne i nie pojętę jak dla mnie.

podobna sytuacja ma miejsce dziś: "Drzwi Watykanu zamknięte dla Dalajlamy". właściwie to brak mi słów i pozostaje tylko jedno określenie - nędza i dzielenie skóry na niedźwiedziu. niezależnie jakby nie patrzeć na obecny pontyfikat, na obecnego papieża, to Benedyktowi kiepsko wychodzi "rządzenie" Kościołem. dziwne rzeczy robi. nijak nie przystaje to do tego co robił Jan Paweł II.

pozostaje żal i niesmak.

19:32, amad3us , Life
Link Komentarze (1) »
niedziela, 25 listopada 2007
"W dialogu I" - Jorge Luis Borges, Osvaldo Ferrari

Książka "W dialogu I" jest zbiorem z audycji radiowych, jest dialogiem pomiędzy Jorge Luis Borgesem a Osvaldo Ferrarim. Książką jest o tyle zadziwiająca, że pokazuje fragment wiedzy i geniuszu Borgesa, jest także niezwykła podróżą po Ameryce Południowej, pampie, tangu, starożytnej Grecji, jest opowieścią o wielu niezwykłych przyjaciołach, jest opowieścią o buddyzmie, islamie i chrześcijaństwie, jest opowieścią o cudzie jakim są książki i poezja. Szczerze powiedziawszy to materiał jak jest tam zgromadzony jest tak ogromnym bogactwem, że niezwykle ciężko go podsumować w paru słowach.

Książka składa się z 45 krótkich rozdziałów z których każdy wychodzi od jakiejś myśli i trafia tam gdzie zupełnie byśmy się nie spodziewali - brakuje tutaj kompasu czy współczesnego nam gps'u. i to właśnie stanowi o bogactwie tej książki.

ja czytałem ją w przeważającej większości w autobusie w czasie porannych podróży do pracy z nieodłącznym dodatkiem jakim był kubek kawy w ręku. właściwie to tak książka była (jest) nieodłącznym deserem do kawy. myślę, że będę do niej wracał, bo ... warto. nie sposób jej przeczytać w jeden raz.

parę rzeczy jest niesamowitych.
pierwsza to pamięć Borgesa i jego wiedza. przede wszystkim jego pamięć. był niewidomy. oślepł na skutek choroby w '55 (nie wiem czy może być wieksza tragedia dla człowieka tak kochającego książki), czyli w wieku 56 lat. "W dialogu I" powstało w '85. po tym jak stracił wzrok i czasami zostawał sam to recytytował sobie to co zapamiętał. jak dużo rzeczy zapamiętał można zobaczyć w czasie wywiadów, w których jest masa cytatów.
druga rzecz to stosunek do chrześcijaństwa. był ateistą. ciekawe, że nie podobały mu się szczegóły jak sakrament pokuty - rozumiem co nim powodowało. mimo tego uważał, że Pismo Święte to jest niezwykle współczesna pozycja, jest źródłem czegoś co się nie wyczerpuję. to jest bardzo niezwykłe, bo przeważnie z ust ludzi słyszę słowa o tym jaka to niewiele warta i przekoloryzowana pozycja, która tak właściwie to nic nie zawiera, a na dodatek wiele jest w niej nieprawdy.
nie rozumiem tego, bo sam od lat czytam Pismo Święte. właściwie to nie pamiętam kiedy zacząłem. wiem, że nigdy nie skończę czytać, bo nie umiem go wyczerpać. jest parę książek podobnie nie wyczerpywalnych i z chęcią do nich wracam. o tym innym razem.

polecam tą książkę, bo "jeżeli trzy dodać jeden równa się dwa lub czternaście to rozum jest formą szaleństwa" (J.L.Borges).

niedziela, 18 listopada 2007
18. listopada 2007. roku

dziś dla odmiany pobiegłem sobie z ranka - w końcu niedziela jest, nie? :)
biegło się bardzo sympatycznie, choć ciutkę chłodno, ale po paru kilometrach zrobiło się ciepło, a w sumie przebiegło się 11km. na dodatek nie chciało mi się grzebać za rękawiczkami to trochę przymarzałem na począku - ale mimo wszystko było w porzo.
jakby nie patrzeć to bieganie jest cool, jazzy i ... co tam jeszcze można wymyślić.

wtorek, 13 listopada 2007
13. listopada 2007. roku

po dłuższym czasie przerwy założyłem buty i ... resztę ubrania (lycry, ciepły podkoszulek, polar i czapka) i pobiegłem.
od ostatniej przebieżki kiedy by mi się tak dobrze biegło jak dziś mineło bardzo dużo czasu - wolę nie liczyć. ostatnie miesiące to nieskończona walka z kontuzjami i przeziębieniami, z moim mieszkaniem i ... z ludźmi (bardziej kobietami). bieganie zawsze przynosiło odmianę, odmianę na lepsze. zobaczymy jak będzie tym razem.
na początek skromne 9km w lekkim deszczu ze śniegiem - pogoda całkiem przyjemna, bo nie wiał wiatr i ... nie zamarzało wszystko.

poniedziałek, 05 listopada 2007
"Dziennik. 1953-1956" - Witold Gombrowicz

"Dziennik. 1953-1956" to "jeden z najważniejszych utworów Witolda Gombrowicza i jedno z najwybitniejszych dzieł literatury XX wieku".

Z mojego punktu widzenia to zapis rzeczywistości widzianej oczami Witolda, oczami emigranta z dala od ojczyzny, bo w Argentynie, oczami wybitnego i niezwykłego pisarza, choć przez wielu nielubianego i niedocenianego.

Właściwie cobym nie napisał na temat tej ksiązki to będzie za mało, bo ją trzeba przeczytać, właściwie to nie przeczytać, ale delektować się nią. Ja czytałem ją w autobusie i pociągu, moim towarzyszem była nieodłączna kawa i ta książka to deser najwyższej klasy.

Witold pisze o swoim pisarstwie, pisze o Polakach, spiera się z Miłoszem i innymi pisarzami, przytacza mnóstwo rodzajowych scenek, nad którymi nie sposób się zamyśleć, zamyśla się na rzeczywistością jaką go otacza, komentuje odwilż roku 56 - piszę o wszystkim o czym warto, a że umie pisać jak niewielu potrafi czyni to w sposób mistrzowski i ... zaskakujący.

"Poniedziałek
Pojechaliśmy do Tigre. To delta Parany. Płyniemy motorówką po ciemno i cicho ścielącej się tafli w gaszczu wysp. Zielono, niebiesko, przyjemnie i zabawnie. Przystanek i wsiada dziewczę, które ... Jak powiedzieć? Piękność ma swoje tajemnice. Wiele jest pięknych melodii, ale tylko niektóre są jak ręka która dławi. Ta piękność była tak "biorąca" że wszystkim zrobiło się dziwnie a może nawet wstydliwie - i nikt nie śmiał zdradzić się z tym że sie jej przypatruje, choć nie było oczu, które by ukradkiem nie podglądały jej olśniewającego istnienia.
Wtem dziewcze najspokojniej zaczęło dłubać w nosie."

z "piękna" owego dziewczęcia nic nie zostaje - mały szczegół, który niszczy cały mit, miła chwila kończy się po gombrowiczowsku. gdyby nie to ostatnie zdanie pozostało by takie miłe wrażenie.
jakże często i łatwo ludzie przekreślają tak wiele jedną małą głupotą, jednym malutkim "faux pas".

i taki jest cały Gombrowicz - nieprzewidywalny, zaskakujący i przede wszystkim niszczący świat konwenansów. dobrze, że nie oszczędza żadnej świętości, dobrze, że niszczy to czego nikt inny nie podjął by się zniszczyć, dobrze, że rozmontowuje misterne "budowle" naszego chciejstwa, dobrze, że demaskuje ludzkie na pokaz i naszą rozbuchaną pychę.
cieszy mnie ta utrata "gęby". ale i czasami boli, bo i ja sam tracę kawałek "gęby" i mi także się od Niego obrywa.

polecam tę książkę, bo ... warto ją przeczytać i zamysleć sie nad nią, warto do niej wracać nieustannie - Gombrowicza niesposób wyczerpać, Gombrowicza niesposób "wypić" do dna.

czwartek, 01 listopada 2007
1 listopada

coroczna tradycja prześcigania się w "polerowaniu", "pucowaniu" i "ubieraniu" grobów właściwie za nami, bo dzień powoli zbliża się ku końcowi.

po co to? przecież nie dla NICH, bo im nasze błyskotki średnio są potrzebne. prędzej realna modlitwa za nich - o ile oczywiście wierzy się, że po śmierci jeszcze coś jest.

moje skojarzenia ostatnich lat: cmentarze coraz bardziej przypominają "ukochane" centra handlowe. groby prześcigają się w przepychu i konkursie piękności. gwar, pośpiech, doniczki z kwiatkami, tony zniczy od których uginają się groby. ciekawa ta nasza pamięć.

w tym rajdzie po grobach najbliższych zastanawiam się o co w tym tak naprawdę chodzi?


czytając dzisiejsze wpisy na blogach: świat widzialny ..., Ciemno wszędzie, głucho wszędzie ... czy Seks, alkohol i zaduszki można wyczuć wyraźne znudzenie tym świętem i ewidentny przesyt komercyjny.

nie zrozumcie mnie źle: ja nic nie mam do tego święta, ja nic nie mam do kwiatków, które za chwilę mróz strawi, ja nic nie mam do zniczy, po których jutro zostanie trochę plastiku. pamięć raz do roku o tych, którzy dla nas byli ważni nic nie zmieni, a silenie się na uśmiech do rodziny z którą nigdy nie miało się o czym rozmawiać (tak jak w mojej bliższo-dalszej rodzinie) to czyste naginanie rzeczywistości do polsko-faryzejskich norm.

ja tak nie chce!!!


za chwile ze sklepów "wyjadą" znicze, chryzantemy i stroiki. znikną na śmietnikach lub w magazynach. do przyszłego roku.
co je zastąpi? bingo. choinki, bombki i inne ozdoby Świąt Bożego Narodzenia - kolejny rytuał, który przez który trzeba przejść i którego nie da się ominąć.

zabawne, że to tak z dnia na dzień wszystko się zmienia - szkoda, że ludzie tak nie umieją. szkoda.

15:58, amad3us , Life
Link Komentarze (1) »